Myśląc o… przyszłości

Jak mniemam każdy z nas jest jeszcze studentem, albo dopiero co skończył studia, dlatego zagląda z sentymentu na mojego bloga… Dzisiejszy temat poruszy jednak także tych, którzy już nie są studentami, albo rozważają, czy swoje studia rzucić (czasami jest to dobra decyzja, choć na pierwszy rzut oka wygląda i brzmi nieodpowiedzialnie).

Mało kto jest  na tyle “odważny”, by na studiach zacząć myśleć o swojej przyszłości. To błąd. Potem kończy się bańka rodzicielskiej opieki, nagle kończą się pieniądze i nie wiadomo jak wszystko pogodzić. Dlatego ja zacząłem myśleć o swojej przyszłości już na trzecim roku studiów. W jaki sposób to zrobić?

Po pierwsze: odkładaj sto złotych raz na miesiąc, a jeżeli stoisz naprawdę krucho z pieniędzmi – raz na dwa miesiące. Musowo. Bez odwołania. Nie wydawaj tych pieniędzy na nic pod żadnym pozorem, a kiedy po roku odłożysz około tysiąc złotych – włóż to na lokatę. Będzie to Twoja pierwsza lokata, więc jeśli Ci się poszczęści znajdziesz taką nawet na 5%.

Efekt: po trzech latach masz na koncie około 3500 złotych. Mało? Owszem. Ale o 3500 złotych więcej niż NIC. Te trzy i pół tysiąca pozwoli Ci na przykład wyprowadzić się do większego miasta i przez dwa miesiące szukać na spokojnie pracy, bez presji “a za co ja opłacę czynsz?”

Po drugie: weź kredyt. Tak tak! Dobrze przeczytałeś.

Nie taki kredyt zły, jak go malują.

Nie taki kredyt zły, jak go malują.

Wiadomo, że przez pięć lat studiów kupiłeś sobie na przykład laptopa, nowy telewizor, kino domowe czy dajmy na to nawet głupi odkurzacz. Jeżeli zakupów dokonałeś w elektromarkecie w stylu Media Markt to uwierz, że warto wziąć to na raty. Być może nie dostaniesz kredytu, bo Media Markt stwierdzi, że jesteś niewiarygodny, ale jeżeli ci się uda – to w ten sposób, praktycznie bezkosztowo wyrobisz sobie pozytywną historię kredytową, która… będzie miała znaczenie podczas brania kredytu na mieszkanie. No chyba, że weźmiesz pożyczkę i ją przepijesz – to wtedy efekt nie zostanie zamierzony.

Świąteczne prezenty na studencką kieszeń

I nie wiadomo jak to się stało, ale święta Bożego Narodzenia są już za pasem! Jako studenci jesteśmy już dość dojrzałymi osobami, często po dwudziestce, dlatego mimo wiecznych problemów z kasą naprawdę nie wypada kupić całej rodzinie prezentów za łączną kwotę 50 złotych, tak jak robiliśmy to na przykład w liceum.

Trzeba więc rozsądnie spojrzeć na sprawę i znaleźć złoty środek pomiędzy fajnymi, wyglądającymi na drogie prezentami, a kasą, którą uda nam się zaoszczędzić, albo raczej nie wydać w zatrważającej wysokości. Oto kilka moich “life hacków”!

Po pierwsze! Wykorzystajcie wszystkie punkty na przykład z programów lojalnościowych takich jak Pay Back. O programie Payback już pisałem, wiecie więc, że przez cały rok uda Wam się odłożyć te 10 000 punktów, które wymienicie na coś za 100 złotych. Dla przykładu zestaw filiżanek albo kupon na 100 złotych do Empiku.

Po drugie! Zróbcie coś sami! Trzeba poświęcić trochę czasu, by wykonać na przykład spersonalizowany film opisujący ubiegłoroczne wakacje, albo stworzyć książkę o historii twojej rodziny, ale gwarantuje, że wszyscy będą zachwyceni na amen.

Po trzecie! Zaglądajcie na Groupona. Tam za 50% ceny można wyhaczyć coś drogiego, a obdarowany nie musi widzieć, że zostało coś kupione na stronach zniżkowych. Dla przykładu bardzo polecam wszelkie produkty Colorlandu, czyli kalendarze, książki foto, kubki… To kosztuje kilkadziesiąt złotych, a efekt jest murowany, kiedy babcia otrzymuje kalendarz i zamiast zdjęć jest dwanaście fotografii z wnuczkiem o różnych porach roku i w różnych okolicznościach. Naprawdę warto o tym pomyśleć!

kalendarz_fotomaximum_p1

Studenckie obiady na mieście

Od dłuższego czasu próbuję już obalić mit, że student wcale nie musi przeżywać każdego dnia, jedząc suchy chleb i zupkę chińską. Jest wiele sposobów, dzięki którym można zjeść coś smacznego za niewielkie pieniądze – nawet na mieście. Dzisiaj chciałbym poruszyć ten temat i przedstawić Wam kilka, mam nadzieję, przydatnych wskazówek. Sam z nich kiedyś korzystałem, a obecnie korzysta z nich wielu moich znajomych na różnych uczelniach w różnych miastach. 

Śledź za zniżkami 

Wiele restauracji i barów specjalnie z myślą o studentach przygotowuje atrakcyjne zniżki, z których warto korzystać, gdyż można dzięki nim zaoszczędzić nawet dwa razy więcej pieniędzy. W wielu przypadkach, dzięki nim coś smacznego można zjeść zdecydowanie taniej niż przygotowując mniej wyszukany obiad samodzielnie w mieszkaniu. Warto zapoznawać się z promocjami, jakie regularnie od wielu lat przedstawia studentom Sfinx. W ofercie tej restauracji można znaleźć między innymi program Student Club, dzięki któremu dania główne można dostać od 14.99 złotych – wierzcie, że można się nimi najeść do syta!

Odwiedzaj bary mleczne

Jedzenie w barach mlecznych jest tanie i smaczne. Za sycący obiad zapłacić możesz nawet około 10 złotych. Co więcej, jedzenie tam często smakuje jak u mamy czy babci, za czym wielu studentów tęskni. W Twoim mieście studenckim na pewno jest kilka barów mlecznych z rozbudowaną ofertą. Znajdziesz w niej schabowe, placki, naleśniki, pierogi, przeróżne zupy i nie tylko.

bar mleczny

Dobre obiady w barach mlecznych rozpoczynają się już od 10 złotych

Jedz wspólnie ze znajomymi 

W wielu przypadkach jedzenie w grupie wychodzi zdecydowanie taniej niż samemu. Jeżeli masz grupę znajomych, którzy też chcieliby oszczędzić (kto by nie chciał?), jedzcie obiad razem. Zamawiajcie jedzenie, które można łatwo podzielić. W ten sposób nic się nie zmarnuje, każdy będzie najedzony, a dodatkowo zostanie Wam trochę więcej pieniedzy, które możecie wydać na co tylko chcecie lub musicie.

 

Jak wybrać nalepsze konto bankowe dla studenta?

Kto z nas dzisiaj nie korzysta na codzień z bankowości elektronicznej i kart płatniczych, które tak bardzo ułatwiają życie? Obecnie praktycznie w każdym banku można spotkać się z ofertami stworzonymi specjalnie z myślą o studentach. Chociaż większość prezentuje się atrakcyjnie, nie wszystkie mogą odpowiadać do końca Twoim wymaganiom. Jak więc wybrać najlepsze studenckie konto bankowe? Poniżej przedstawię Ci trzy wskazówki, które powinny Ci się przydać podczas podejmowania decyzji.

1. Wybierz konto na wiele lat

Im dłużej masz konto w jednym i tym samym banku, tym większe szanse na to, że po pewnym czasie przedstawi Ci on jeszcze bardziej atrakcyjne warunki umowy. Warto więc wiedzieć już o tym na samym poczatku i nawet podczas wyboru konta studenckiego myśleć długoterminowo, poszukując idealnego dla siebie rozwiązania na kilka lat. Najgorsze, co możesz zrobić, to podjąć decyzję wyłącznie w oparciu o aktualnie trwającą promocję. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że bardzo szybko zakończy się ona, a nowe warunki nie będą prezentować się już tak ciekawie.

Konto bankowe dla studenta

Jak wybrać najlepsze konto bankowe dla studenta?

2. Postaraj się o bezpłatną kartę płatniczą

Podczas gdy posiadanie studenckiego rachunku bankowego najczęściej jest bezpłatne, trzeba liczyć się z kosztami związanymi z kartą płatniczą. Dokładnie przeanalizuj oferty poszczególnych banków. Bardzo szybko zauważysz, że niektóre z nich dają Ci możliwość uniknięcia dodatkowych opłat, jeżeli tylko będziesz osiągał określoną miesięczną wartość transakcji wykonywanych przy użyciu karty. Całkiem możliwe, że to właśnie tego typu oferty będą przedstawiać się najlepiej. Więcej przydatnych informacji na temat kart płatniczych i ich wyboru znajdziesz pod tym linkiem – serdecznie zachęcam Cię do zapoznania się z nim.

3. Zapewnij sobie darmowe wypłaty z wielu bankomatów

To jedna z kluczowych kwestii. Nikt przecież nie lubi płacić od kilku do nawet kilkunastu złotych za zwykłą wypłatę z bankomatu. Dlatego też przed wyborem oferty konkretnego banku sprawdź, gdzie w okolicy znajdują się jego bankomaty, z jakich bankomatów innych banków możesz wypłacać za darmo i jak przedstawia się cennik wypłaty pieniędzy za granicą. Dzięki temu na przestrzeni kilku lat możesz zaoszczędzić naprawdę sporo.

Wrześniowe wypady

Wiem, wiem, że pisałem już o ekonomicznych wakacjach, ale jeżeli jesteście prawdziwymi studentami, to dobrze wiecie, że prawdziwe wakacje… rozpoczynają się właśnie teraz! Tak, tak, gimbaza poszła już do szkoły, rodzinki powracały do swoich bloków z wielkiej płyty, a teraz to my – studenci – wkraczamy na salony!

Od września wszystko jest tańsze, kwatery, bilety samolotowe i przede wszystkim knajpki, które dramatycznie szukają klientów, a nie – wybierają pomiędzy tymi najzamożniejszymi, a tymi, którzy za bardzo pieniędzy nie mają. Wrzesień to też dobry moment, aby założyć sobie kartę ISIC. To taka studencka karta, która upoważnia Was do różnego rodzaju zniżek oraz – co ważne zwłaszcza podczas zagranicznych wojaży – zapewnia Wam podstawowe ubezpieczenie zdrowotne.

ISIC założycie sobie tutaj, a potem będziecie szukać tylko miejsc, które oferują najfajniejsze zniżki. Dla przykładu to może być kawa, hotele studenckie, bursy, a nawet restauracje takie jak popularny Sphinx.

Tak wygląda legitymacja ISIC.

Tak wygląda legitymacja ISIC.

Jak oszacował dość opiniotwórczy portal Inwestycje.pl, to właśnie we wrześniu wakacje mogą być tańsze nawet o 25%, a przecież – jak widzicie – za oknem pogoda jest jeszcze lepsza niż w lipcu czy sierpniu. Gorące dni i chłodne wieczory, w który można rozgrzać się pysznymi procentami… Tam znajdziecie też szczegółową porównywarkę na przykład ceny noclegów nad jeziorem i nad polskim morzem. Ale zagranicą też jest taniej we wrześniu, przyjęło się, że najwyższym sezonem jest na przykład we Włoszech – sierpień.

Trochę inaczej ma się sytuacja jeśli chodzi o góry. Według ekonomicznych wyliczeń, turyści równie chętnie przyjeżdżają w góry we wrześniu, więc nie przekłada się to specjalnie na obniżenie cen.

I na koniec ciekawostka – uważajcie, bo we wrześniu w wielu hotelach odbywają się liczne imprezy integracyjne firm, a takie melanże mogą być uciążliwe nawet dla studentów… Niektóre hotele na taką okazję zamykają nawet swoje kluby tylko dla wybranych, a to może być dla nas nieprzyjemne…

Karty lojalnościowe…

Dzisiaj chciałbym poruszyć na moim blogu temat kart lojalnościowych… Mogłoby się wydawać, że student wcale nie wydaje aż tyle pieniędzy, aby opłacało mu się zbierać jakiekolwiek punkty, ale jednak… Rok temu przystąpiłem do programu Payback i dokładnie po 365 dniach od tamtego momentu postanowiłem sprawdzić, czy udało mi się coś oszczędzić… Okazało się, że uzbierałem ponad sześć tysięcy punktów, które w aktualnej promocji wymieniłem na fajną torbę sportową, którą zabiorę na wakacje we wrześniu!

Ale tak “po kolei”. Wiadomo, że każdy z nas robi zakupy w różnego rodzaju sieciówkach, a Payback łączy w sobie całą masę sklepów. I myślałem, że skoro nie jeżdżę służbowym samochodem po Polsce to na przykład na BP sobie prawie nic nie nabiję, ale… Chyba z dziesięć razy w ciągu ostatniego roku na imprezach nagle zabrakło alkoholu! Monopol jest trzy kilometry stąd, a pod nosem jest stacja BP… Myk, myk, cztery osoby biorą po czteropaku, a za wybrane piwa można dostać +100 punktów. Na imprezie ludziom jest naprawdę wszystko jedno czy to Lech czy Żywiec, więc brałem zawsze te +100. Za dziesięć takich transakcji zarobiłem 1000 punktów.

Potem przyszła gwiazdka / urodziny dziewczyny / imieniny mamy… Prezent i tak trzeba kupić! Więc chodziłem tylko do Empiku i do Smyka, wcześniej aktywowałem internetowe kupony na stronie Payback i wpadało mi osiem razy więcej punktów za zakupy, co dało mi prawie 1500 tysiąca (oczywiście punktów, nie złotych).

A na to wszystko… okazało się w tak zwanym Mieście Payback znajduje się moja ulubiona pizzeria na osiedlu i w taki oto sposób, wydawałem i jednocześnie odkładałem pieniądze na karcie. W tym roku miałem sobie kupić nową torbę. I dostałem ją za darmo. Dobra, stylowa, firmowa torba 4F. Za darmo! Sto pięćdziesiąt złotych za to, że byłem lojalny. Moim zdaniem warto.

 

Fajną torbę na wakacje dostałem za frajer! To jest oszczędzanie.

Fajną torbę na wakacje dostałem za frajer! To jest oszczędzanie.

Letnie oszczędności…

Jest czwartek, godzina 14:00, jestem już po sesji egzaminacyjnej i najogólniej mówić: w końcu się lenię! Pozostała jeszcze magisterka, ale to już odkładam na spokojnie na wrzesień, bo przede mną ostatnie prawdopodobnie wakacje! Postanowiłem dzisiaj zdradzić Wam kilka tak zwanych “life hacków” w jaki sposób łatwo zaoszczędzić kilka złotych.

Lato to oczywiście park, plaża i piwko! Bez złotego trunku żaden Polak nie wyobraża sobie udanego urlopu, to po prostu podstawa naszej diety. Zawsze z lenistwa trochę, a trochę z głupoty wyrzucałem butelki po piwie, bo myślałem, że 35 groszy to mnie tam nie zbawi. Ale uważajcie. Kupując piwo w butelce dopłacacie 35 groszy, a jeżeli potem wyrzucacie butelkę, to łącznie jesteście stratni 70! W końcu zebrałem się w sobie, posprzątałem kuchnię i pokój, zaniosłem do spożywczego dwadzieścia butelek i okazało się, że dostałem trzy piwa za darmo! Mała rzecz, a jak bardzo cieszy! P.S. Na stronie popularnego portalu znajdziecie też poradnik… jak zarabiać na śmieciach!

Oddawajcie butelki do skupu!

Oddawajcie butelki do skupu!

Latem postanowiłem też trochę przyoszczędzić na prądzie. W jaki sposób? Ot wystarczy racjonalnie korzystać ze słonecznego światła! Mamy najdłuższe dni w roku, warto więc wstać już rano i pójść spać o zachodzie słońca, w taki sposób, by w ogóle nie używać sztucznego światła (no chyba, że w łazience! Nie połamcie sobie nóg!). Wiecie jak bardzo przestawia się organizm i jak bardzo jest wypoczęty? No bo w końcu taka jest naturalna kolej rzeczy i tak każdy z nas powinien zawsze robić. Poza tym sztuczne światło szkodzi!

Ostatnia letnia oszczędność jaką chciałem Wam zaproponować to jedzenie. Warto latem jeść trochę mniej niż zazwyczaj, ale za to pić dużo, dużo, a może nawet bardzo dużo wody. Gdy są upały nasz apetyt jest mniejszy, a woda wypłukuje toksyny, organizm przyzwyczaja się, że ma jej nadmiar i usuwa ją częściej z organizmu – w taki sposób można schudnąć i na plaży wyglądać rewelacyjnie!

Ekonomiczne wakacje czas rozpocząć!

Nie wiem jak tam u Was, ale ja w przyszłą środę mam ostatni z moich tegorocznych egzaminów… Podobno profesor nie jest wymagający, więc nie jestem jakoś specjalnie zdenerwowany.

A co najciekawsze w tym wszystkim – i do czego zresztą zmierzam – po ostatnim egzaminie przyjdzie czas na kolejne (kto wie czy nie ostatnie w moim życiu?) wakacje! Dlatego dzisiejsza notka będzie poświęcona właśnie tej tematyce, jak nie pracując i nie mając stałego źródła dochodów – po prostu spędzić gdzieś w miarę miło czas i powrócić jesienią z głową pełną marzeń i wspomnień…

Jeżeli potraficie być trochę bezczelni to… polecam zakręcić się wokół dziewczyn / chłopaków pochodzących z ciekawych miejscowości… Oczywiście najlepiej byłoby poderwać jakąś pannę / panicza znad morza, ale od biedy może być to taże jezioro albo jakieś inne duże miasto, w którym na pewno można ciekawiej spędzić czas niż w swojej miejscowości. Nawet jeżeli Cię nie zaprosi na noc, to możesz być pewny / pewna, że zostanie na prędce zorganizowany jakiś ekonomiczny grill pod namiotem, który portfela nie obciąży, a pozwoli miło spędzić wakacje.

Oczywiście przypominam (choć pisałem już o tym wielokrotnie tutaj!), że w okresie przedwakacyjnym warto wchodzić na takie strony jak te dotyczące taniego podróżowania, warto korzystać czy to z Bla Bla Caru, czy z Ryanaira, Wizzaira, tudzież nawet Polskiego Busa, którym czasami za dwa złote można przejechać pół Polski przy dobrym powiewie szczęścia.

Warto także czasami zdecydować się na szaloną podróż i na przykład zdecydować się pieszo pójść nad morze. Możecie poświęcić sobie na to nawet trzy tygodnie, „autonogi” to przecież transport nie dość, że bezpłatny, to jestem pewien, że zahaczając o jakieś wioski i opowiadając o swoim wyczynie, ludzie na pewno dadzą Wam jeść i jeszcze pozwolą rozbić namiot w swoim ogródku. (Jak wybrać ten najlepszy?)  A jak wrócicie do domu i powiecie, że przez cały miesiąc wędrowaliście nad morze i z powrotem to respekt na dzielnicy na pewno też się pojawi! ❤

Namiot to naprawdę super sprawa!

Namiot to naprawdę super sprawa!

Czas na juwenalia!

Nastał najbardziej szalony dla studentów czas… Na większości wyższych uczelni w naszym kraju w maju odbędą się kolejne juwenalia! To świetny moment, by kilka dni z rzędu być pijanym i to za niewielkie pieniądze… Pamiętajcie, że tylko w te dni wolno wam bez żadnych konsekwencji stanąć na skrzyżowaniach w najbardziej ruchliwych miejscach i wyciągnąć rękę po pieniądze od kierowców… Jak ich przekonać, żeby wrzucili kaskę właśnie wam? Pamiętajcie o oryginalnym stroju, jeżeli jesteście kobietami to nie ukrywajmy, że musicie pokazać trochę ciała – zawsze w modzie są stroje pielęgniarek czy stjułardes (że pozwolę sobie na takie spolszczenie), a panowie zawsze mogą łatwo rozbawić kierowców przebierając się za kobiety, albo na przykład za Conchitę Wurst. A jak samodzielnie zrobić ciekawy strój? O uśmiech przyprawi także batman, spiderman i inni superbohaterowie, moim zdaniem nieco przereklamowane jest za to na przykład zombie. Ale widziałem grupę studentów, którzy przeprali się za Żydów i przy głównej drodze rozstawili napis Judenalia. Strasznie mnie to rozbawiło i wrzuciłem im dwa złote! Niestety kwestowanie w grupie ma ten minus, że pieniędzmi trzeba się podzielić…

stroje

A kiedy już zbierzecie pieniądze na imprezę, ruszajcie na fajne, piwne promocje, aktualnie można na przykład kupić w Biedronce czteropak Leżajska za niecałe siedem złotych! Niestety często na imprezy masowe, nie można wnosić własnego alkoholu, więc musicie kombinować… Najlepszym pomysłem jest spakowanie wszystkiego w plecaczek i przerzucenie przez płot w miejscu, w którym nie stoją ochroniarze. Żeby odwrócić ich uwagę, warto wysłać na pogawędkę dwie najładniejsze dziewczyny, które umilą im nudnie spędzony przy płocie czas… Wystarczy, żeby zagadały, czy wiedzą, o której godzinie występuje główna gwiazda i tak dalej… Na pewno sobie poradzicie!

Ekonomiczni studenci! Z mojej strony życzę więc wam dużo, taniego alkoholu, ekonomicznej zabawy i żebyście nie wydając ani złotówki zarobili na skrzyżowaniach i wypili za zdrowie autora tego bloga! Szczęśliwych juwenaliów!

Jak zarobić kilka groszy?

Zapewne większości z Was ciągle w utrzymaniu i dopięciu na ostatni guzik domowego budżetu pomagają kochani rodzice… I nic w tym złego, o ile w końcu kiedyś się od nich uniezależnicie! Póki co, warto żyć na garnuszku mamy i taty, ale warto także (zwłaszcza teraz na kilka miesięcy przed wakacjami i na miesiąc przed sesją) dorobić kilka groszy do studenckiego portfela…

Nieprawdą jest, że w Polsce nie ma pracy. Praca jest, ale mało płatna i na śmieciowe umowy. Dla nas studentów, ma to jednak pewnego rodzaju zalety. Bez problemu i z dnia na dzień można się bowiem zatrudnić do rozdawania ulotek. Profesja stara jak świat i równie znienawidzona, ale dlaczego mielibyście przejmować się tym, że ktoś odburknie Wam, że nie chce ulotki, albo weźmie i wyrzuci zaraz do kosza? To nie wasza sprawa… Każda godzina na wiosennym słoneczku przynosi wam od czterech do pięciu złotych i to jest kluczowe!

Hajs musi się zgadzać i z tym się zgodzi każdy.

Hajs musi się zgadzać i z tym się zgodzi każdy.

Warto także przejść się po ulubionych lokalach i zapytać, czy ktoś nie poszukuje kreatywnego naganiacza… Wiadomo, że nie każę Wam latać po mieście z różową parasolką, ale dużo klubów wysyła swoich ludzi, by zapraszali innych. Można umówić się z właścicielem na motywującą premię, na przykład dodatkowe pięć złotych od każdych pięciu osób i spróbować swoich sił… Może poznacie ciekawych ludzi? A jak nie będzie wam szło, to po prostu nigdy więcej nie pojawicie się w lokalu.

Czasami warto też spróbować swoich sił czy to w kinie czy to w fast foodzie. Pieniądze są śmieszne, ale godziny pracy naprawdę elastyczne, może więc zamiast przesiadywać na przykład w czwartek i wtorek pięć godzin po zajęciach przed komputerem, warto spędzić je w knapie? Powiedzie, że zarobiliście dziennie śmieszne 20 złotych? To prawda. Ale po dziesięciu dniach to już są dwie stówy, za które można kupić lotniczy bilet do Londynu, Mediolanu albo Brukseli – to najtańsze, ale i bardzo atrakcyjne kierunki… Jednym słowem – do pracy rodacy!